sobota, 11 kwiecień 2009

Wesołych świat!

Dużo słońca, uśmiechu, odpoczynku i reflekcji wszystkim Wam w te święta życzę!

czwartek, 9 kwiecień 2009

Szukam projektanta!!!!

Dziewczyny!!

Moja bardzo dobra kumpela Polka otwiera w Hiszpanii działalność ślubną. Będzie organizowała sluby i wesela i do tego bedzie miała też sklep ślubny. Kartki, zaproszenia, księgi gości i inne z tematem związane. Oprócz masowych będą też te ręcznie robione. I teraz jest na etapie poszukiwania projektantek/ projektantów także w Polsce.

Byłby ktoś chętny?

Jeśli tak proszę o info magda (at) barduta.pl , a ja prześlę do niej namiary. Spokojnie osóbka godna zaufania ;)

Być może znajdzie się jakaś chętna?

Pozdrawiam goroąco i przedświątecznie :)

piątek, 3 kwiecień 2009

Maleństwo do torebki.

Zaniedbuję bloga strasznie. Wiem. Zdaję sobie z tego sprawę. Robię scrapy (wyzwaniowe najczęsciej) i albumy.. Mam tego nawet troszkę, ale jakoś nie mogę zabrać za pstrykanie zdjęć i regularne pisanie na blogu. W wielkich bóla piszę małej bloga, choć tam staram się regularnie i nawet muszę przyznać mi to wychodzi..

Póki co chciałam Wam pokazać maleństwo, które już chyba z miesiąc noszę w torebce. Historia ze świąt Bożego Narodzenia 2008 ;) Lubię te zdjęcia. Matylda wygląda na nich bosko :)

Baza od gizmo, gaza, farby akwarelowe, biały pisak.














Zmykam. Korzystać ze słońca trzeba ;)

wtorek, 17 marzec 2009

wiosna tuż tuż..

wiosna zbliża się do nas. widać to na kazdym kroku. wyszły przebiśniegi i nawet dziś świeci słońce, a dawno tu u nas nie świeciło. i dzis wreszcie znalazłam chwilę czasu, żeby wrzucic na bloga album, który powstał pod wpływem chwili jakiś miesiąc temu. i tak czeka na wiosnę i czeka ;)

zdjęcia z wiosny poprzedniego roku.

album wielkości 15 cm x 16 cm. tektura z odzysku.











poniedziałek, 2 marzec 2009

Się dzieje

dużo. oj dużo się dzieje. moje dziecko zaskakuje mnie na każdym kroku... pierwsze wielkie zaskoczenie było w momencie kiedy chciałam małą odzwyczaić od cycka. miałam postanowienie karmić małą piersią do roku. i tak też się stało. kiedy przyszedł czas na odzwyczajanie mała pewnej nocy po prostu nie obudziła się. sama sobie odstawiła. było to tym bardziej dziwne, że mała przez rok nie ciągnęła butelki w ogóle. nie miała nawet ani jednego smoczka. za smoczka przez rok służyła jej matka...

mała do soboty spała z nami w łóżku. wiem wiem biję się w pierś. początkowo było to wygodne, bo tylko w nocy wyciągałam cycka i spałam dalej... ale ostatnimi czasy już nas to męczyło. mała wędruje po całym łóżku. śpi tak i na opak...

pojechaliśmy do Ikei i kupiliśmy jej łóżko. takie co to rośnie razem z dzieckiem. rozłożyliśmy łóżko w domu, a wieczorem mała ni z tego ni z owego położyła się i... zasnęła. matko święta sama!!! wczoraj w dzień to samo.. przyszedł czas na drzemkę, a mała weszła do łózka i... zasnęła..

to chyba nie nazywa się dziecko, a anioł?

miałam też poscrapować troszkę. ale jak ja za scrapowanie to do drzwi pukają goście. już kolejny raz tak. i nic nie zrobiłam. a nawet bazę pod album mam już wyciętą :)

poza tym dowodu nadal nie znalazłam. złożyłam wniosek o nowy. będzie za miesiąc. i dostałam dotację. chyba w kwietniu ruszę już ze swoim biznesem!

się dzieje mówię wam się dzieje!

;*

wtorek, 24 luty 2009

ktokolwiek widział ktokolwiek wie...

jakoś żyję, ale ostatnimi czasy to tylko perfidna egzystencja. znów ogarnął mnie wszechobecny leń. znów nic nie robię. no może, że nic nie robię to za dużo powiedziane, ale powiedzmy nie robię nic ponad to, co muszę...

to, że jestem roztargniona wiem nie od dziś. jestem właśnie na etapie starania się o dotację i zakładania własnej działalności. kurwa ile to zachodu! i do tego wszystkiego jak na roztrzepusa przystało zgubiłam dowód osobisty. no może nie zgubiłam. sam się kurwa wziął i się zgubił. właśnie teraz, kiedy po nie wiem jakim czasie leżakowania jest mi cholernie potrzebny. pomijam już fakt, że wydany był dopiero w listopadzie 2008 :)... no był i go nie ma.. nigdzie go nie ma... olałabym całą sytuację, ale teraz jest mi potrzebny jak nigdy dotąd!! stąd mój apel: ktokolwiek go spotka, nich przekaże, że ma prędziutko wracać do domu, a ja obiecuję nie będę krzyczeć, a jeszcze go mocno uściskam i wycałuję. dobra i nawet przeklinać nie będę!

mogłabym się w całej tej zabałaganionej sytuacji posługiwać paszportem. oczywiście, że bym mogła. tylko po co było wymieniać paszport, kiedy zmieniałam stan cywilny i nazwisko? nie trzeba przecież... a w tej sytuacji mój paszport jest jakby nieaktualny..

dziś na na teście kompetencji zawodowych wyszło mi, że trzymam się z daleka od tradycji, nie podążam wytyczonymi ścieżkami i wszystko robię tak jak mi się podoba..no masz ci! jakby prawda... do tego wyraźnie daleko powinnam się trzymać od pracy artystycznej... hmmm może to i jakiś znak jest? na szczęście moja działalność z kierunkiem artystycznym nic nie będzie miała wspólnego..

póki co na decyzję o dotacji muszę czekać do piątku. ale co tam do piątku! dziś śledzik! planujemy małą imprezkę w domu. popiję sobie przynajmniej troszkę. może po pijaku i ten mój nieszczęsny dowód znajdę? kto wie..

ps. błagam o słońce. nie wiem do kogo z tą petycją powinnam wystąpić, ale ktokolwiek odpowiedzialny jest za chlapę, szarość i burość za oknem proszony jest wymianę pogody. nie jestem pazerna. nie musi być od razu 30 stopni i plaża, ale niech choć wyjdzie słońce. na początek jeden promyk wystarczy.

ps2. pomimo zgubionego dowodu i burzy jaka przez to nadciąga na moją łepetynę mam wyjątkowo dobry humor. i jeśli powodem tak świetnego humoru jest perspektywa wieczornej imprezki, to chyba mam problem

hahaha

ps3. i jeszcze na koniec utwór (jeżeli można go tak nazwać), który pojawił się w moim życiu daaaawno temu. do tej pory jest to numer 1 na mojej mp3 :). ma 10 lat już, ale chyba jest ponadczasowy ;)

serdecznie polecam do słuchania, raczej nie oglądania.



buźka!

czwartek, 12 luty 2009

makaronowy deszcz..

zauważyłam, że ostatnio jestem bardzo oszczędna w słowach. wszystkie moje ostatnie posty lekko ubogie w tekst są. tak się zastanawiam... czyżbym nie miała nic do powiedzenia? a może to fakt, ze wpisy robię kątem w pracy...

zdjęcie nie jest najwyższych lotów, ale robione wieczorkiem z lampą. jeden papier - karton zakupiony w Ilowescrap i stemple. na pierwszym planie matylda, która kiedyś odkryła, ze makaron to świetny instrument do zabawy... bawiła się więc w makaronowy deszcz, a my później przez tydzień w całym domu znajdowaliśmy makaron. odnalazł się nawet w pralce...



a ja dziś zmykam do dentysty. jestem przerażona. tak. przerażona to dobre słowo. panicznie boje się dentysty. co ciekawe zanim urodziłam dziecko wszystko było w porządku. nigdy nie miałam problemów z wizytą. teraz jakoś mi się odmieniło i na samą myśl cała się trzęsę. czyżby to macierzyństwo mnie tak uwrażliwiło?

środa, 11 luty 2009

ka-ka..

mamy pod domem rzeczkę, na której jest masa kaczek. raz zabrałam dziecko na karmienie kaczek i teraz biedna niania codziennie idzie z małą na wyprawę...

nawet jak czytamy ksiązki i zobaczy na obrazku kaczkę, to leci do kuchni pokazuje na chleb i ka-ka. normalnie szaleństwo.

bardzo lubię to zdjęcie. szalenie się raduję, kiedy mała piszczy rzucając chlebek ;)

wtorek, 10 luty 2009

pasja..

A któż powiedział, że wędkarstwo to męska pasja? jak widać po minie i skupieniu matyldy- baby też mogą mieć z niego wielką frajdę! zabawa z małą ruszającą się rybką była lepsza niż z niejedną zabawką ;)


pozdrawiam gorąco, bo dziś bardzo zimno


brrrrrr

poniedziałek, 9 luty 2009

sesja sesyja...

wpadła do mnie ostatnio Ewka na małą sesję brzuchatą. światło było beznadziejne, bo na dworze deszcz i mgła, ale jakoś nam wyszło. zresztą Ewka ma termin w tym tygodniu, więc nie było czasu na czekanie na lepszą pogodę.







ale była zabawa ;)

ps. dacie wiarę, że dziś świeci u nas piękne słońce!!! jaki ten świat jest piękny :) hurrrra ;*